Dziwny ten tegoroczny siatkarski rok.
Zacznijmy od panów, bo zaczynają wcześniej, no i ich sytuacja jest z pozoru prostsza. Z pozoru.
MŚ we Włoszech rozpoczynają się za niespełna trzy tygodnie. Jesteśmy aktualnymi Mistrzami Europy, a w dodatku ten tytuł zdobyliśmy przecież grając w totalnym osłabieniu, bez kontuzjowanych Wlazłego, Winiarskiego i Świderskiego. W dodatku niedawno przełamaliśmy kompleks Brazylii, więc teoretycznie powinniśmy być stawiani w gronie faworytów do obrony zdobytego przed 4 laty wicemistrzostwa świata.
Niestety - tegoroczne osiągnięcia poza jednym towarzyskim przebłyskiem w zestawieniu z nienajkorzystniejszym losowaniem, nie nastrajają optymistycznie. Klęska w Lidze Światowej, słabiutka postawa w Memoriale Wagnera, Żygadłogate, konflikt na linii Polsat - Castellani, kłopoty ze skompletowaniem składu, pominięcie Świderskiego, kontuzja Plińskiego. Z przejściem dwóch pierwszych rund nie powinniśmy mieć problemu ale droga do medalu będzie baaardzo wyboista.
Zacznijmy od losowania (szczegółowy terminarz i rozpiskę można znaleźć tu).
W grupie zagramy z Serbią, Kanadą i Niemcami. Wyjdziemy z takiej grupy na pewno, bo wychodzą aż 3 zespoły a z Kanadą problemów być nie powinno. Tyle, że tegoroczne mecze przeciwko Niemcom nie nastrajają zbyt optymistycznie, a Raul Lozano będzie chciał nam na pewno coś udowodnić. Serbowie też nie należą do najłatwiejszych rywali - awansowali w tym roku do finału Ligi Światowej i zajęli w nim trzecie miejsce.
Ale mecze grupowe nie będą miały wielkiego znaczenia, bo wyniki się kasują przed drugą rundą. Tam powstają grupy trzydrużynowe i dalej przechodzą po dwie drużyny.
Paradoksalnie najłatwiej może być, jeśli przegramy i z Serbią, i z Niemcami i wyjdziemy z grupy z trzeciego miejsca. Bo trafimy wtedy do grupy G z Portoryko lub Australią (druga drużyna grupy C, za Rosją) i Włochami (zwycięzca grupy A). Z takiej grupy wyjdą dwie drużyny a z Portoryko / Australią powinniśmy sobie poradzić.
Jeśli np. wygramy z Niemcami, a przegramy z Serbią - zajmujemy miejsce drugie i trafimy do grupy H z Brazylią (zwycięzca grupy B) i może z Wenezuelą (trzecie miejsce w grupie D, za Amerykanami i Argentyną). Tutaj Wenezuela też jest do ogrania.
Jeśli zaś swoją grupę wygramy, to wpadamy do N na Kubę (drugie miejsce w grupie B - pierwsze jest chyba zarezerwowane dla Brazylii) i Czechy (trzecie miejsce w grupie E, za Bułgarią i Francją). Tu kandydatem do ogrania są Czesi.
Pozostałe grupy będą pewnie wyglądały tak:
I: Rosja, Japonia, Hiszpania. L: USA, Francja, Portoryko / Australia. M: Bułgaria, Argentyna, Egipt.
Co dalej? Założmy, że wyjdziemy z grupy trzydrużynowej. Zaczyna się trzecia runda , w czterech grupach po trzy zespoły i dalej przechodzą tylko zwycięzcy grup.
Jeśli wyjdziemy z grupy G (tej z Włochami) na miejscu pierwszym, przed Włochami, trafiamy do grupy z drugą drużyną grupy L (zapewne Francja) i drugą drużyną grupy M (Argentyna).
Jeśli z grupy G wyjdziemy na miejscu drugim, trafiamy na Amerykanów i Serbów (z którymi wcześniej przegraliśmy). Marnie to wygląda.
Jeśli z brazylijskiej grupy H wyjdziemy na miejscu drugim, trafiamy na Rosję i Kubę. Jeszcze gorzej.
Jeśli zajmiemy drugie miejsce w grupie N (za Kubą), trafiamy na Amerykanów i Serbów (z którymi wcześniej dla odmiany wygraliśmy).
Jeśli wreszcie wygramy grupę z Kubańczykami, trafimy na Rosję i znów Serbów (z którymi wcześniej wygraliśmy).
Co z tego wynika? Niewiele.
Ale np. to, że z Bułgarami zagramy najwcześniej w pólfinale. To dobrze, bo przecież lubimy grywać z Bułgarami w półfinale. I że ewentualna przegrana z Brazylią nie pozbawi nas szans na medal. Bo w trzeciej rundzie z Brazylią (o ile ta upora się wcześniej z Kubą) nie zagramy.
Istnieje też spora szansa, że z Serbami spotkamy się dwukrotnie.
Że możemy przegrać cztery mecze (np. z Serbią, Niemcami, Włochami i Amerykanami) z sześciu, wysoko pokonać Serbów w rewanżu i wciąż zdobyć medal.
Że z drugiej strony możemy wygrać łatwo sześć pierwszych meczów (Kanada, Niemcy, Serbia, Kuba, Czechy, Rosja), przegrać wysoko rewanż z Serbami i wrócić do domu z niczym.
W każdym razie mamy pięć potencjalnych korytarzy medalowych:
1. Wygrana z Kanadą, przegrana z Niemcami, przegrana z Serbią, przegrana z Włochami, wygrana z Portoryko, wygrana z Amerykanami, wygrana z Serbami.
2. Wygrana z Kanadą, przegrana z Niemcami, przegrana z Serbią, wygrana z Włochami, wygrana z Portoryko, wygrana z Francją, wygrana z Argentyną.
3. Wygrana z Kanadą, wygrana z Niemcami, przegrana z Serbią, przegrana z Brazylią, wygrana z Wenezuelą, wygrana z Rosją, wygrana z Kubą.
4. Wygrana z Kanadą, wygrana z Niemcami, wygrana z Serbią, przegrana z Kubą, wygrana z Czechami, wygrana z Amerykanami, wygrana z Serbami.
5. Wygrana z Kanadą, wygrana z Niemcami, wygrana z Serbią, wygrana z Kubą, wygrana z Czechami, wygrana z Rosją, wygrana z Serbią.
Najfajniejszy jest oczywiście ten piąty, ale najbardziej prawdopodobny - paradoksalnie ten pierwszy. Ale żeby było jasne - broń Boże nie namawiamy Polaków, żeby oddali dwa mecze w grupie. Po pierwsze dlatego, że istnieje spore prawdopodobieństwo, że coś w swoich scenariuszach pomieszaliśmy i zaraz się okaże, że jednak na tę nieszczęsną Brazylię wpadamy - a nie chcielibyśmy być uznani za winnych.
Ale po drugie dlatego, że na pewno dojdzie na MŚ do jakichś niespodzianek, które całą tę naszą misternie zaplanowaną kalkulację rozwalą w drobny mak. Nie wolno kalkulować, trzeba grać.
To będzie zupełnie inna ekipa, niż ta, która 4 lata temu sięgnęła po srebro MŚ. Ze starej gwardii zostali Gruszka, Zagumny, Winiarski, Bąkiewicz, Wlazły i Gacek.