Sensowne uzasadnienie

Próbuję zrozumieć działanie angielskiej bulwarówki, która ujawniła zdradę Wayne'a Rooneya. Choć moja znakomita redakcyjna koleżanka zwykła mówić, bym w określonych sytuacjach 'nie liczył na sensowne uzasadnienie', to jednak zawsze grzmię, gdy coś jest nie takie, jakim być powinno. Wiem, o co chodzi angielskiej bulwarówce. Chodzi o sprzedaż. Taki news między jednym meczem eliminacyjnym a drugim jest z punktu widzenia promocyjnego wręcz idealny. Pytanie tylko: po co, skoro całej Anglii zależy na zwycięstwie ze Szwajcarią? Czy jest na tyle twardy, by cała historia nie została mu w głowie w czasie meczu? A polskich piłkarzy proszę: nie narzekajcie na polskich dziennikarzy...

Perełki (12)

- Też ich trochę lekceważyliśmy, a tymczasem oni wygrali 3:0, mniej więcej od 60. minuty śmiejąc się z naszych piłkarzy i zastanawiając się, czy nie występują w programie 'Ukryta kamera'... - Wojciech Jagoda, komentator nSport, wspominając mecz Polska-USA, który odbył się w Krakowie w 2008 roku.

Przegrać dwa razy w grupie i zdobyć medal?

Dziwny ten tegoroczny siatkarski rok. Zacznijmy od panów, bo zaczynają wcześniej, no i ich sytuacja jest z pozoru prostsza. Z pozoru. MŚ we Włoszech rozpoczynają się za niespełna trzy tygodnie. Jesteśmy aktualnymi Mistrzami Europy, a w dodatku ten tytuł zdobyliśmy przecież grając w totalnym osłabieniu, bez kontuzjowanych Wlazłego, Winiarskiego i Świderskiego. W dodatku niedawno przełamaliśmy kompleks Brazylii, więc teoretycznie powinniśmy być stawiani w gronie faworytów do obrony zdobytego przed 4 laty wicemistrzostwa świata. Niestety - tegoroczne osiągnięcia poza jednym towarzyskim przebłyskiem w zestawieniu z nienajkorzystniejszym losowaniem, nie nastrajają optymistycznie. Klęska w Lidze Światowej, słabiutka postawa w Memoriale Wagnera, Żygadłogate, konflikt na linii Polsat - Castellani, kłopoty ze skompletowaniem składu, pominięcie Świderskiego, kontuzja Plińskiego. Z przejściem dwóch pierwszych rund nie powinniśmy mieć problemu ale droga do medalu będzie baaardzo wyboista. Zacznijmy od losowania (szczegółowy terminarz i rozpiskę można znaleźć tu). W grupie zagramy z Serbią, Kanadą i Niemcami. Wyjdziemy z takiej grupy na pewno, bo wychodzą aż 3 zespoły a z Kanadą problemów być nie powinno. Tyle, że tegoroczne mecze przeciwko Niemcom nie nastrajają zbyt optymistycznie, a Raul Lozano będzie chciał nam na pewno coś udowodnić. Serbowie też nie należą do najłatwiejszych rywali - awansowali w tym roku do finału Ligi Światowej i zajęli w nim trzecie miejsce. Ale mecze grupowe nie będą miały wielkiego znaczenia, bo wyniki się kasują przed drugą rundą. Tam powstają grupy trzydrużynowe i dalej przechodzą po dwie drużyny. Paradoksalnie najłatwiej może być, jeśli przegramy i z Serbią, i z Niemcami i wyjdziemy z grupy z trzeciego miejsca. Bo trafimy wtedy do grupy G z Portoryko lub Australią (druga drużyna grupy C, za Rosją) i Włochami (zwycięzca grupy A). Z takiej grupy wyjdą dwie drużyny a z Portoryko / Australią powinniśmy sobie poradzić. Jeśli np. wygramy z Niemcami, a przegramy z Serbią - zajmujemy miejsce drugie i trafimy do grupy H z Brazylią (zwycięzca grupy B) i może z Wenezuelą (trzecie miejsce w grupie D, za Amerykanami i Argentyną). Tutaj Wenezuela też jest do ogrania. Jeśli zaś swoją grupę wygramy, to wpadamy do N na Kubę (drugie miejsce w grupie B - pierwsze jest chyba zarezerwowane dla Brazylii) i Czechy (trzecie miejsce w grupie E, za Bułgarią i Francją). Tu kandydatem do ogrania są Czesi. Pozostałe grupy będą pewnie wyglądały tak: I: Rosja, Japonia, Hiszpania. L: USA, Francja, Portoryko / Australia. M: Bułgaria, Argentyna, Egipt. Co dalej? Założmy, że wyjdziemy z grupy trzydrużynowej. Zaczyna się trzecia runda , w czterech grupach po trzy zespoły i dalej przechodzą tylko zwycięzcy grup. Jeśli wyjdziemy z grupy G (tej z Włochami) na miejscu pierwszym, przed Włochami, trafiamy do grupy z drugą drużyną grupy L (zapewne Francja) i drugą drużyną grupy M (Argentyna). Jeśli z grupy G wyjdziemy na miejscu drugim, trafiamy na Amerykanów i Serbów (z którymi wcześniej przegraliśmy). Marnie to wygląda. Jeśli z brazylijskiej grupy H wyjdziemy na miejscu drugim, trafiamy na Rosję i Kubę. Jeszcze gorzej. Jeśli zajmiemy drugie miejsce w grupie N (za Kubą), trafiamy na Amerykanów i Serbów (z którymi wcześniej dla odmiany wygraliśmy). Jeśli wreszcie wygramy grupę z Kubańczykami, trafimy na Rosję i znów Serbów (z którymi wcześniej wygraliśmy). Co z tego wynika? Niewiele. Ale np. to, że z Bułgarami zagramy najwcześniej w pólfinale. To dobrze, bo przecież lubimy grywać z Bułgarami w półfinale. I że ewentualna przegrana z Brazylią nie pozbawi nas szans na medal. Bo w trzeciej rundzie z Brazylią (o ile ta upora się wcześniej z Kubą) nie zagramy. Istnieje też spora szansa, że z Serbami spotkamy się dwukrotnie. Że możemy przegrać cztery mecze (np. z Serbią, Niemcami, Włochami i Amerykanami) z sześciu, wysoko pokonać Serbów w rewanżu i wciąż zdobyć medal. Że z drugiej strony możemy wygrać łatwo sześć pierwszych meczów (Kanada, Niemcy, Serbia, Kuba, Czechy, Rosja), przegrać wysoko rewanż z Serbami i wrócić do domu z niczym. W każdym razie mamy pięć potencjalnych korytarzy medalowych: 1. Wygrana z Kanadą, przegrana z Niemcami, przegrana z Serbią, przegrana z Włochami, wygrana z Portoryko, wygrana z Amerykanami, wygrana z Serbami. 2. Wygrana z Kanadą, przegrana z Niemcami, przegrana z Serbią, wygrana z Włochami, wygrana z Portoryko, wygrana z Francją, wygrana z Argentyną. 3. Wygrana z Kanadą, wygrana z Niemcami, przegrana z Serbią, przegrana z Brazylią, wygrana z Wenezuelą, wygrana z Rosją, wygrana z Kubą. 4. Wygrana z Kanadą, wygrana z Niemcami, wygrana z Serbią, przegrana z Kubą, wygrana z Czechami, wygrana z Amerykanami, wygrana z Serbami. 5. Wygrana z Kanadą, wygrana z Niemcami, wygrana z Serbią, wygrana z Kubą, wygrana z Czechami, wygrana z Rosją, wygrana z Serbią. Najfajniejszy jest oczywiście ten piąty, ale najbardziej prawdopodobny - paradoksalnie ten pierwszy. Ale żeby było jasne - broń Boże nie namawiamy Polaków, żeby oddali dwa mecze w grupie. Po pierwsze dlatego, że istnieje spore prawdopodobieństwo, że coś w swoich scenariuszach pomieszaliśmy i zaraz się okaże, że jednak na tę nieszczęsną Brazylię wpadamy - a nie chcielibyśmy być uznani za winnych. Ale po drugie dlatego, że na pewno dojdzie na MŚ do jakichś niespodzianek, które całą tę naszą misternie zaplanowaną kalkulację rozwalą w drobny mak. Nie wolno kalkulować, trzeba grać. To będzie zupełnie inna ekipa, niż ta, która 4 lata temu sięgnęła po srebro MŚ. Ze starej gwardii zostali Gruszka, Zagumny, Winiarski, Bąkiewicz, Wlazły i Gacek.

Miasto bez piłki

Olsztyn, w czasie Euro 2012, będzie się promował jako 'miasto bez piłki'. Pomysłodawcy twierdzą, że jest spora grupa ludzi niezainteresowanych futbolem, która w okresie wszechobecnej piłki na polskim Euro, w Olsztynie będzie mogła podarować sobie odrobinę wytchnienia. Patrząc na ostatnie losy Stomilu Olsztyn, dziś OKS-u 1945 - idea 'miasta bez piłki' Olsztynowi znakomicie wychodzi...

Fajny film przedwczoraj widziałem

Co jakiś czas pojawiają się na naszym blogasku notki filmowo - telewizyjne, teraz akurat uznaliśmy, że zdecydowanie warto. Część z Was na pewno zna ten serial, pozostałym zdecydowanie polecam. The Shield - u nas chodził przez jakiś czas - chyba na C+ i AXN - jako Świat Glin. Serial nie jest najnowszy. Pierwszy sezon wyemitowano w 2002, ostatni - po siedmiu sezonach - w 2008. Kilka lat temu obejrzałem pierwsze dwa sezony, potem dokupiłem dwa kolejne, ale jakoś tak się złożyło, że do oglądania wróciłem dopiero w tym roku. I wtedy już domówiłem całość. Ciężki, mocny, brutalny, policyjny, momentami dołujący serial. Wciska w fotel, nie zostawia obojętnym. Chyba jeszcze nie spotkaliśmy serialu, w którym każda z głównych postaci byłaby tak niejednoznaczna, na swój sposób jednocześnie aż tak pozytywna i negatywna. Brzydzimy się nimi, ale jednocześnie im kibicujemy. Wzajemna lojalność i przyjaźń wciąż mieszają się z kłamstwem i zdradą. Przyjaciół się zdradza, z wrogami wchodzi w sojusze - jeśli cel nadrzędny tego wymaga. Każdy ma jakieś zasady, które prędzej czy później złamie . Każdy ma wartości, którym się prędzej czy później sprzeniewierzy. Wszystkie główne postacie - wybitnie castingowane, pewnie także dlatego, że aktorzy stosunkowo nieznani - stają się bohaterami, których grają, nawet bardziej niż sobą samym. Złapałem się na tym, że po zakończeniu ostatniego odcinka, kiedy oglądałem filmik z fety po ostatnim klapsie, miałem wrażenie, że role się odwróciły i że teraz to Vic Mackey gra Michaela Chiklisa, Shane Vendrell - Waltona Gogginsa a Dutch Wagenbach - Jaya Karnesa. A David Aceveda w skórzanej kurteczce zupełnie nie był sobą. To dosyć rzadki przypadek, że (prawie, wyjątkiem jest może sezon szósty) każdy kolejny sezon jest chyba lepszy od poprzedniego . Już zakończenie pierwszego odcinka zostawia widza w przekonaniu, że czegoś takiego jeszcze w telewizji chyba nie widział. Więcej nie piszemy, nie spoilerujemy. W każdym razie wszystko zaczyna się od trzęsienia ziemi, a potem pętla się zacieśnia i nawet jeśli czasem się rozluźni, to wiemy, że wszystko zmierza do nieuchronnego końca. I że nie da się tu nijak wymyślić happy endu. A'propos zakończenia - często jest tak, że mamy do czynienia z dobrym serialem, ale scenarzyści kompletnie nie mają pomysłu na to, jak to kontynuować, na przemian rozplątują i zaplątują zakończone już wątki, wprowadzają na siłę nowych bohaterów, którzy niewiele wnoszą, wreszcie kompletnie nie wiedzą, jak całość spuentować i zakończyć. Jeśli ktoś oglądał Prison Break, to pewnie wie, o czym piszę. Z The Shield jest inaczej - pojawienie się najpierw Glenn Close (sezon czwarty), a potem Foresta Whitakera (sezon piąty, być może najlepszy) - bardzo popychają serial do przodu. A półtoragodzinne Show Finale dowozi na każdym wymiarze. To prawdopodobnie najlepsze, bo najbardziej nieuchronne i poruszające Finale, jakie znamy. 'Wow. I feel like I’ve been emotionally pistol-whipped. In a good way.' - napisał ktoś na swoim blogu po obejrzeniu ostatniego odcinka. I jeszcze last, but not least - muzyka. Twórcy serialu powyciągali kawałki, często zupełnie nieznane (przynajmniej dla nas) i zrobili z soundtracku i jego wkomponowania w fabułę majstersztyk absolutny. I hip hop, i muzyka lat 80-tych (Dutch), i ostry rock (zakończenie pierwszego odcinka), i alternative (zakończenie drugiego sezonu), i blues (piosenka Johnny Casha w pierwszym odcinku Sezonu 6) i wreszcie nienznany nam diamencik na zakończenie serialu, 'Long Time Ago...' Concrete Blonde, idealnie podumowujący całość i najważniejsze wątki za pomocą kilkunastu kluczowych scen. Wklejamy, bo wbrew pozorom nie spoileruje.: PS. I jeszcze jedno - sorry, ale Michael Chiklis powinien sobie darować granie w Fantastycznej Czwórce. Vic Mackey nie ma szans być w takiej roli wiarygodny.

Zamykanie okienka (na żywo)

10.00. Zamykanie okienka. Dla dziennikarzy telewizyjnych kilkanaście godzin na klubowym parkingu, w oczekiwaniu na zajeżdżającą właśnie gwiazdę, o której transferze dotąd się nie mówiło.

Producenci piłkarzy

Jest w Nowej Hucie klub. Nazywa się Krakus. Od początku swojej działalności zajmuje się wyłącznie młodzieżą. Nie ma i nigdy nie miał drużyny w rozgrywkach seniorskich. Seniorów produkuje i puszcza w Polskę. Z jakim skutkiem - to już inna sprawa. Wspominam ten mało znany poza Krakowem klub za każdym razem, gdy słyszę o odejściu obiecującego polskiego piłkarza z polskiej ligi do innego kraju. Mecz Jagielloni z Lechem Poznań był spotkaniem pożegnalnym dla Kamila Grosickiego. 'Grosik' zagrał tak, że kibice z pewnością jeszcze bardziej nie chcą jego wyjazdu do Grecji. Inna sprawa, że bez niego Jaga może siedzieć na ogonie warszawskiej Polonii znacznie krócej, niż się spodziewamy. Grosicki, jak się zdaje, był tym dla Jagiellonii, czym dla Arsenalu Arszawin, a dla Liverpoolu Kyut. Nie mam nic przeciwko wyjazdowi naszych ligowców za granicę. Jeśli oczywiście są w stanie poradzić sobie w lepszym klubie. Niech grają dobrze i strzelają bramki dla naszej reprezentacji. To jest najważniejsze. Niech polska liga będzie - jak MKS Krakus - producentem piłkarzy, których puści w świat (z jakim skutkiem i w jakiej liczbie - to już inna sprawa). Ale przestańmy w takim układzie liczyć na sukcesy rodzimych drużyn w jakichkolwiek rozgrywkach europejskich... Kamil Grosicki (źródło: sport.pl)

Perełki (11)

- To już trzeci szkoleniowiec, a mamy dopiero czwartą kolejkę... - Maciej Żurawski, napastnik Wisły Kraków, po zwycięstwie z Polonią Bytom (2:1), które nie zachwyciło stylem (wypowiedź dla Sport.pl)

Kwestia profesjonalizmu

Myślałem już, że nie dam rady nic napisać. Byłem wczoraj tak zły, że nawet zaprzestanie na kilka godzin wszelkiej okołopiłkarskiej aktywności i poświęcenie się robieniu gazpacho nie poprawiło mi nastroju.

Sport w sporcie

- Takich przeciwników chcieliśmy - powiedział wiceprezes Lecha Poznań Arkadiusz Kasprzak po losowaniu grup Ligi Europejskiej. Zadziwiające, ale to nie pierwszy raz, kiedy polskie kluby - jednak na europejskiej futbolowej arenie kopciuszki - ciesza się z wylosowania przeciwnika, z którym wygrać nie sposób. Piłkarze zapewne będą czekali na okazję, by po meczu wymienić się koszulką z Del Piero, działacze zainkasują zaś potężne pieniądze za transmisje i w całości wykupione bilety. Ile jednak pozostało dziś sportu w sporcie?

strona: 1